Starówka nam pięknieje, ale wciąż słychać utyskiwania na jej wizerunkowe niedostatki. Wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach.
Radny Piotr Buczek nawiązał do tego wątku podczas październikowej sesji rady miejskiej. Zwracał uwagę, że robiąc rewitalizację poszczególnych budynków nie należy zapominać o pozostałych. Wskazał kilka konkretnych miejsc, które wyślizgują się procesowi ożywienia czyli rewitalizacji: ulica Rzeźnicka, kamienica przy Głogowskiej 1 i inne.
Podzielam jego niepokój w tej kwestii. Być może dlatego, że nie widziałem wizualizacji projektu; czegoś podobnego do tego, czego – mając na myśli Kolegium Jezuickie, dopominała się moja redakcyjna koleżanka. W trosce o szczegóły wracam do sprawy mapy Wschowy. Kiedy kilka lat temu, w atmosferze sukcesu, umieszczano ją przed ratuszem, utyskiwałem przed Ireneuszem Mieżowcem, że jest zbyt mała i trudno jest dopatrzyć się na niej pojedynczych ulic. Jednak naczelnik,
wtedy biura, a teraz wydziału promocji nie dał się przekonać do mojej – malkontenta - wersji. Pozostał przy swoim samozadowoleniu.
Dziś więc, już za pomocą medialnego narzędzia wracam do tematu. Już nie tylko utyskuję, ale wychodzę z konkretną propozycją, którą bezowocnie dzieliłem się kiedyś z innym naczelnikiem z Ratusza. Wydaje mi się, że idealnym miejscem na dużą, wyrazistą mapę Wschowy z symbolami, logami firm jest ściana budynku przy ul. Głogowskiej 1. Ściana ta i tak czeka na tynkowanie, a więc jest dobry moment, aby połączyć przyjemne z pożytecznym. Mówiąc o kosztach warto wspomnieć, że być może zechce w nich uczestniczyć właściciel prężnie rozwijającego się portalu i gazety, który akurat tam ma swoją siedzibę. Gdyby tak, jak w piosence Kabaretu Starszych Panów, zabrać się za to „wespół zespół”, mapa byłaby jak malowana. Byłoby to także przedsięwzięcie w ramach tak propagowanego przez drugiego wiceburmistrza Miłosza Czopka partnerstwa publiczno-prywatnego.
Odwiedza nas 18 gości oraz 0 użytkowników.
Komentarze
No to załóżmy, że jest kilku turystów, pewnie niecodziennie, pewnie pasjonatów,ale powiedzmy sobie szczerze - Wschowa potęgą turystyczną nie jest. Mapa stała kiedyś w rynku - dobrze pamiętam? I jeśli już, tam powinna być. Ulotki, mapa internetowa - dobry pomysł.
Jeśli chodzi o jeziornego potwora to niestety nie znam w ogóle tego gatunku, natomiast co do YETI, to czytałem "Tomka na tropach YETI" więc chyba kojarzę jak wygląda. I muszę przyznać, że widuję czasami przedstawicieli tej tajemniczej formy życia przemierzającyc h trakt od Rynku do Klasztoru Franciszkanów. Można ich poznać po aparatach fotograficznych i tempie w jakim się poruszają - spacerowym krokiem. I rzeczywiście jak YETI, na razie wywołują moje zdziwienie rozglądając się z zainteresowanie m po naszym "zwykłym" mieście czy też robiąc zdjęcia naszej "zwykłej" ulicy Niepodległości. Chyba powoli trzeba się z nimi oswajać, i może nie koniecznie planem, ale małymi prostszymi metodami zwiększać populację tego przetrzebionego u nas gatunku.
Co do prostych metod mam na myśli np wytyczenie szlaku łączącego najciekawsze miejsca w mieście i przygotowanie jeśli nie ulotki papierowej to choć internetowej jej wersji.
... i tu się pięknie różnimy, panie "pinek". To miejsce i tak będzie odwiedzane przez turystów, bo jest tam widok na mury miejskie, pomnik i teren zielony z ławkami. A inni czytelnicy co sądzą?
Propozycja pana Andrzeja może doprowadzić do sytuacji, że będzie potrzeba mapy do dojścia do mapy. Wspomniane zaś loga firm, domyślnie sponsorów, w takim formacie może oszpecić ten fragment miasta.
Jest wiele sposobów na kierowanie turystów w miejsca warte zobaczenia. Myślę, że gigantyczna mapa miasta jest najgorszym z nim.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.