W pierwotnym brzmieniu tytuł tekstu nie posiadał znaku zapytania, pojawił się on nieco później. Ale zacznę od początku.
Mieliśmy ostatnio możliwość poznać dwie radykalne postawy. Mam na myśli wypowiedź Mieczysława Guzewicza (M.G.) na zw.pl Kocham to moje miasto … i jestem dumny z jego mieszkańców oraz tekst Rafała Klana na bezkresu.pl To nie jest moje miasto
Choć rozumiem każdą z przedstawionych postaw, widzę w prezentowanych w nich poglądach zbędny radykalizm. Każdy z Panów ma wyraźnie określony światopogląd i w jakiś sposób, ogłaszając go czytelnikom, zachowuje się prowokacyjnie wobec osób , które inaczej postrzegają rzeczywistość. Większość czytelników, przynajmniej w jednym z tekstów odnajdzie sformułowania z którymi się nie zgadza. Myślę, że są też i tacy u których oba teksty podnoszą lekko ciśnienie. Czy uzasadnieniem dla tych prezentacji może być chęć sprowokowania dyskusji?
Jeśli tak to i ja się czuję do niej zaproszony.
W tekście Kocham to moje miasto… odnajduję kontrowersyjny wątek. Próbę zmieszania naszych małych codziennych spraw doczesności z wiarą. Autor stara się przekonać czytelnika, że wybierając swojego przedstawiciela, wyborca powinien kierować się jego chrześcijańskim światopoglądem. I trudno by było się z tym nie zgodzić. Znamy przecież dekalog i wiemy, że osoba kierująca się zapisanymi w nim zasadami powinna uczciwie żyć i, podejmując decyzje, kierować się dobrem bliźniego. Niestety, w ukształtowanym tradycją chrześcijańską kraju, takim jak Polska, na pomysł dotarcia do władzy na „barkach” tych tradycji wpadło już wielu, a wyborca nie ma praktycznie żadnej możliwości zweryfikowania deklaracji kandydata. Mówiąc „na skróty” chcę przez to zasygnalizować, że chrześcijańskie wartości wpisane w program wyborczy kandydata nie dają nam żadnej gwarancji na ich faktyczne zastosowanie w jego politycznym życiu. W związku z powyższym jestem zdania, że ich publikacja na plakacie wyborczym jest nadużywaniem religii i dyskryminuje jej autorytet. Dyskusja w polskim kościele na ten temat trwa już od jakiegoś czasu, a przedstawicieli krańcowo różnych poglądów na zaangażowanie religii w politykę można znaleźć zarówno wśród najwyższych dostojników kościoła, jak i w mediach związanych z kościołem (np. Tygodnik Powszechny i Radio Maryja).
Jeszcze jedna kwestia budzi moje wątpliwości w tekście Pana Mieczysława. Ze względu na to, że podobnie jak autora, również i mnie cieszy każdy sukces naszego miasta, a martwi jego porażka, mam wątpliwości czy bezkrytyczna pochwała aktualnych zwycięzców wyborów samorządowych źle ich nie zmotywuje.
W tekście zauważam jeszcze jedną niekonsekwencję, nieco rażącą:
Z wielkim szacunkiem wyrażam się o wszystkich kandydatach i chwilę później: Także wielu z nas lekceważy niebezpieczeństwo płynące z tych zachowań wybierając osoby kombinujące, ślizgające się, udające.
Przyznam, że trochę przykro mi było to czytać. Bo deklaracja szacunku jednak nie była zbyt szczera. Być może autor poznał na tyle osoby o których pisze w drugim zdaniu, że do takiej oceny ma podstawy, jednak sposób jej wyrażenia budzi moje wątpliwości.
Gdzie natomiast według mnie przerysowuje rzeczywistość mój redakcyjny kolega Rafał?
Nie zgadzam się z nim w stwierdzeniu: Nie ma na mapie Polski takiej Wschowy, którą chciałby widzieć dr Mieczysław Guzewicz.
Otóż ona jest. Punkt widzenia Pana Mieczysława jest wielu mieszkańcom naszego miasta bliski. Treść artykułu To nie jest moje miasto będzie na pewno dla wielu z nich kontrowersyjna. Nieuzasadnionym nadużyciem i prowokacją, wydaje mi się wywołanie wątku homoseksualnego z filmu Gusa Van Santa jak też i powoływanie się na pozostałe przykłady z literatury. Nie znajduję bowiem w tekście Kocham to moje miasto… żadnych zapędów na wprowadzanie cenzury w filmie, czy w literaturze. Nie doczytałem się też aby M.G. chciał usunąć ze swojego otoczenia osoby o innym światopoglądzie. Rozumiem że przykład jest celowo przejaskrawiony, ale przez to prowadzi dyskusję na boczne tory , odwraca uwagę od sedna i niepotrzebnie dąży do konfrontacji.
Aby jednak przełamać falę krytycyzmu jaka zalewa bezkresu ;) chciałbym jeszcze jeden aspekt podkreślić. Oba teksty mogą cieszyć. W każdym widać troskę o sprawy naszego miasta. Każdy z autorów chce poprawiać nasz świat. Jeden nawet sądzi że już jest naprawdę dobrze! Można i należy pozazdrościć Panu Mieczysławowi optymizmu, co do którego jestem przekonany, że wypływa on z głębokiego przeświadczenia, że sprawy idą ku lepszemu pod przewodnictwem obecnych włodarzy. Jestem pewien, że tekst Kocham moje miasto nie powstał na zlecenie, lecz wypływa z prawdziwej miłości do miasta i jego mieszkańców. Może jest ona nieco ślepa, ale sądzę, że prawdziwa. Ciężko mi tłumaczyć autora z niektórych kontrowersyjnych stwierdzeń, które mogły dotknąć osoby o innym światopoglądzie, ale przecież każdy z nas rozumie nieco irracjonalne zachowania przy przeżywaniu stanu zakochania.
Każdy z autorów ma wyraziste poglądy. Śledzenie ich dyskusji na łamach portali internetowych jest niewątpliwie wciągającym zajęciem. O ile jednak taka dyskusja byłaby ciekawsza w „realu” !
Jednym z jeszcze niezrealizowanych pomysłów BEZKRESU jest organizowanie spotkań na których takie dyskusje mogłyby się toczyć. Oby się to kiedyś udało.
Dlatego właśnie na końcu tytułu znalazł się znak zapytania. Bo choć zacząłem pisać ten test będąc przeświadczony, że obaj Panowie nieco przesadzili, to jednak teraz uważam, że gdyby te teksty nie powstały coś byśmy stracili nie wiedząc nawet o tym.
Odwiedza nas 36 gości oraz 0 użytkowników.
Komentarze
Drugim błędem pana Guzewicza, z którym zgodzić się nie sposób jest wiara, że dekalog i ewangelia implikuje moralne wskazówki i rzuca światło na mroczny cień świata. Czas chyba przypomnieć, że oprócz watykańskich wytycznych co do interpretacji Biblii istnieją inne jej analizy zarówno z innego, lecz nadal religijnego punktu widzenie jak i dzieła badaczy świeckich.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.