Sprawy Miejskie

Sprawy Miejskie

Ostatni seans filmowy na Titanicu

Kolejny głos w sprawie przyszłości Domu Kultury. Od roku mieszkańcy Wschowy, wyczekując pierwszego seansu filmowego, wybierają się do sal kinowych w miejscowościach oddalonych od Wschowy kilkadziesiąt kilometrów. Ile warte jest słowo urzędnika i gdzie szukać rozwiązań - autor ze wschowskiego Stowarzyszenia Fabryka Kultury proponuje kilka rozwiązań (red.)

17 stycznia 2010 roku, a więc rok temu, dyrektor Domu Kultury na łamach internetowego wydania Gazety Lubuskiej, oznajmił koniec prac remontowych sali audiowizualnej i zapraszał  na seanse filmowe.  Doskonale wiemy, że przez rok nie zaproszono nas na żaden seans i raczej nie ma  szans, aby  w najbliższym czasie takowy się odbył.


Nie do końca znana jest kwota jaką pochłonął ten remont. Jaka by  nie była, to została ona zmarnowana. Inaczej nie da się tego określić. Okazało się, że przystosowanie sali na potrzeby kameralnego kina przerasta możliwości administracji Domu Kultury. I proszę mi wierzyć, że nie ma takich problemów technicznych, których nie można rozwiązać w rok po ogłoszeniu „sukcesu”.  Dla mnie ta sytuacja to gigantyczny skandal, ale też i rażąca niegospodarność.  
Jednocześnie stoi puste kino HEL, które - mimo wypowiedzi m.in. sekretarza Urzędu Miasta i Gminy o pomyśle  na sprzedaż i dobrej  radzie  dla potencjalnych inwestorów -  straszy odpadającym tynkiem i nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie uda się ten budynek sprzedać lub też zaadaptować do innych celów.

Tak więc na  naszych oczach, 17 stycznia 2011 roku, bankrutuje oparty o instytucję Domu Kultury model prowadzenia działalności kulturalnej we Wschowie. Model niewydolny, nieprzystosowany do rzeczywistości, archaiczny i nietworzący żadnej różnicy w naszym mieście. Model, który musi odejść, ponieważ jego dalsze funkcjonowanie w takiej formie jest po prostu wyrzucaniem pieniędzy w błoto i jakąś grą pozorów, którą trzeba przerwać jak najszybciej. I wszelakie znaki na niebie i ziemi obwieszczają, że tak się niedługo stanie.

Jedna dobra rzecz, która wynikła z upadku naszej flagowej instytucji kultury, jest taka, że ludzie zaczęli się organizować i sami organizują sobie rzeczywistość w miarę swoich możliwości. Specjalnie nie piszę w miarę swoich potrzeb, bo  potrzeby są ogromne i może je zaspokoić jedynie placówka o budżecie porównywalnym do obecnego budżetu DK.

Mimo skromnych środków, organizacje pozarządowe wypełniają kulturalne martwe terytoria i już dzisiaj tworzą ofertę, która ma wielu odbiorców. Może nie jest ona profesjonalna, ale za to szczera i pełna pasji. I jeśli ktokolwiek zastanawia się nad przyszłą formułą funkcjonowania „nowego domu kultury” musi zerkać w te środowiska. To w tych środowiskach rodzą się i przeprowadzane są projekty, które warto przenieść na wyższy poziom. Warto wykorzystać pasję i coraz większe doświadczenie, które napędzają te struktury w planowaniu i budowaniu nowej jakości w naszym mieście.

Ostatnie komentarze

  • Rafaello diTravelfan
    Hej ! Jestem świeżo po lekturze Twojej barwnej relacji z imprezy Kolory pustynnych ...

    Czytaj więcej...

     
  • www.
    Nie do końca ze wszystkim się zgodzę, ale w gruncie rzeczy dobrze napisane i będę ...

    Czytaj więcej...

     
  • Krystyna
    Brawo Janeczko - są miejsca,gdzie rządzi przyroda, a nie pseudoturyści jakiejkolwiek ...

    Czytaj więcej...

     
  • anastazja
    świetnie autor opisuje swoje wojaże w lutym i ja lecę do Indii i trochę się ...

    Czytaj więcej...

     
  • http://www.
    Bardzo dobrze powiedziane, w wielu kwestiach się zgadzam.

    Czytaj więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 26 gości oraz 0 użytkowników.