Sprawy Miejskie

Sprawy Miejskie

Szanuj pieszego, jak siebie samego

Wszyscy jesteśmy posiadaczami różnych przedmiotów, sprzętów i urządzeń  codziennego użytku, które są niezbędne do życia, a nawet nie potrafimy sobie wyobrazić bez nich naszej egzystencji. Są one wciąż udoskonalane, modernizowane i przekształcane dla  łatwiejszego i wygodniejszego życia. Niektóre z nich stają się nawet tak ważne, że posiadacze  zapominają, że to tylko sprzęt, a nie żywa istota.


Żaden nie wzbudza takich emocji, jak ten jeden z większych, często wymarzony i zdobyty za ostatnie pieniądze. Staje się nie tylko obiektem marzeń, westchnień i zachwytów,  ale bardzo często traktuje się go jak członka rodziny. Patrzy się na niego z dumą, cmoka z zachwytu, wydaje okrzyki, pomruki zadowolenia, poklepuje, myje, czyści, inwestuje, zaspakaja każdą potrzebę, mówi się do niego i nierzadko czule nazywa. Zastępuje pomocnika, jest towarzyszem podróży, chlebodawcą i najlepszym przyjacielem. Takiej szczególnej personalizacji, za sprawą ludzi dorosłych, doczekał się samochód. Wspomniane zachowania są naturalne u dzieci, ale jeżeli dorośli traktują urządzenie mechaniczne w taki sposób, staje się to nie tylko śmieszne, ale szkodliwe i niebezpieczne.


Samochody są wszechobecne w naszym otoczeniu i ma się wrażenie, że to ich potrzeby są najważniejsze, ważniejsze od tych należnych ludziom. To dla nich powstają salony, stacje, warsztaty i garaże. Dla nich szuka się miejsc na parkingi, buduje i remontuje drogi, nierzadko kosztem pojedynczych drzew, a nawet pól i lasów. W naszym mieście nie ma takiego miejsca, jak okiem sięgnąć, żeby nie natrafić na samochód. Stoją wszędzie tam, gdzie im wolno i tam gdzie nie powinno ich być. Na każdej wolnej powierzchni, w alejce parkowej, na trawniku, na chodniku, wszystkich poboczach jezdni, oplatają budynki i posesje,  tarasują przejścia, wyjścia i wyjazdy. Gdy jadą wolno w długiej kawalkadzie, to warczą, burczą, pyrkają i duszą się z niecierpliwości. Jednak najczęściej poruszają się szybko, czasem z hukiem i piskiem opon. Wtedy pokazują swoją moc i władzę, stają się groźne i niebezpieczne. Nie zauważają, że gdzieś w pobliżu jest ktoś, taki jak pieszy lub coś, tak jak np. wózek dziecięcy. W czasie deszczu zafundują błotną kąpiel, podczas upałów sypną piaskiem po oczach. Piesi muszą na nich uważać, często obchodzić delikatnie, żeby nie dotknąć, nie pobrudzić, nie zaczepić siatką z zakupami, ustąpić miejsca czmychając i uciekając przed niebezpieczeństwem, jakie niesie bezpośrednie spotkanie z nimi. W takim starciu pieszy zawsze przegrywa. Pieszy to dla nich prawie jak intruz, plączący się po mieście nie wiadomo po co i dlaczego.


Taka piesza, powiedzmy w ,,średnio-starszym” wieku,  stoi w deszczu przed pasami. W jednej ręce siatki z zakupami, w drugiej parasol, z ramienia jak na złość spada torebka, a samochody jadą i jadą. Piesza nie wie, który z nich się zlituje i pozwoli przejść. W końcu jeden z nich zwalnia i zatrzymuje się. Piesza jeszcze waha się i spogląda to na pasy, to w przeciwnym kierunku, to na samochód, który był tak uprzejmy i umożliwił jej przejście na druga stronę. Nagle spostrzega, że ktoś zza szyby tego pojazdu coś mówi i macha do niej ręką. Piesza nie wie, czy to gest przyjazny, zapraszający do przejścia, czy może ten wymowny, mówiący o jej słabym, pokręconym intelekcie. No tak, sama sobie winna, bo niezbyt szybko zdecydowała się na wejście na pasy, nie biegła, ale szła wolnym krokiem, przecież za tym jednym samochodem musiały zatrzymać się inne. Piesza zakłóciła płynność ruchu pojazdów, ale nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia, bo wie, że ma prawo w tym miejscu przejść na druga stronę. I tylko przez moment wróciła myślami do czasu, kiedy na poboczu ulicy Niepodległości stał jedyny samochód-Simca pana taksówkarza, w oddali warczała jakaś Syrenka wymijana przez Trabanta, a ulicą Bohaterów Westerplatte jechał w kierunku Leszna autobus San. Piesza wraca do rzeczywistości i na zapas martwi się, co będzie w miejscu, gdzie nie ma pasów. Musi przejść nietypowe skrzyżowanie ulic Pocztowa, Rzemieślnicza, Generała Bema, Klasztorna. Nie ma wyboru, bo to jedyne, dostępne miejsce,  które musi pokonać, aby gdziekolwiek się dostać. Niezależenie od tego, w jakim kierunku piesza się udaje, to zawsze ryzykuje swoim zdrowiem i życiem, a także stwarza realne zagrożenie dla pojazdów. W takim miejscu piesza musi przewidzieć, w jakim kierunku udaje się samochód (nie zawsze są widoczne kierunkowskazy) i kiedy może zaryzykować bieg  truchcikiem na drugą stronę. Wie, że jej zachowanie nie jest w tym momencie najmądrzejsze, ale nie ma innego rozwiązania. Zdaje sobie sprawę, że swoim dziwacznym przejściem  irytuje  i wprawia w złość innych. Piesza najpewniej czuje się na przejściach nowego ronda i uważa, że jest to najlepsza inwestycja, jaką władze zafundowały swoim mieszkańcom. Rondo było budowane dla wygody pojazdów, ale piesi także na tym skorzystali.


Piesza i inni, tacy jak ona, mają świadomość, że samochody to tylko rzecz sterowana przez człowieka zwanego kierowcą. To od niego zależy, jak porusza się samochód, gdzie i jak został zaparkowany. To od umiejętności, rozsądku i kultury osobistej kierowców zależy do jakich celów i w jaki sposób wykorzystuje swój pojazd. Piesi zdają sobie sprawę, że w obecnych czasach samochód jest często niezbędnym środkiem lokomocji, używanym do bardzo ważnych celów. Wiedzą też, że nie jest  konieczny, aby przejechać nim  300m po 2 kg ziemniaków, podjechać 500m po chleb i kawę, 700m lub 1 km do pracy. Chcieliby, aby niektórzy z kierowców przypomnieli sobie do czego służą nogi, a nie tylko poruszali stopami do taktu: sprzęgło, gaz, hamulec, sprzęgło, gaz, hamulec. Piesi martwią się, że wraz z wiosną przybędzie nowych kierowców i pojazdów, a poruszanie się między nimi będzie jeszcze bardziej uciążliwe. Zastanawiają się, czy to już nadchodzi ten czas, że pieszy będzie miał jeszcze więcej obowiązków wobec kierowców i ich samochodów, czy będą mieli choć minimum praw do korzystania ze wspólnego dobra. Piesi liczą na to, że kierowcy pomyślą czasem o pieszych z troską, wyrozumiałością i odrobiną szacunku, jakimi darzą swoje samochody. Mają nadzieję, że nie będą obarczać wszystkich i wszystko za dziury w jezdni, bo przecież to oni sami i ich ukochane samochody doprowadzają jezdnie do takiego stanu. A kiedy rozpoczną się nowe inwestycje, te specjalne dla nich, jak przebudowa drogi lub budowa ronda, to niech nie narzekają, niech nie podnoszą lamentu, że zły objazd, daleko i niewygodnie.


Piesi życzą kierowcom szerokiej i bezpiecznej drogi z nadzieją, że w relacjach pieszy -kierowca słowo krowa rzucane w ich kierunku, będzie adresowane tylko do poczciwej krasuli. Natomiast słowo bałwan będzie określało poczciwego śniegowego jegomościa, a nie kierowcę lub pieszego.

Komentarze   

 
#1 Włodzimierz Nowak 2011-04-22 08:12
Zdecydowanie gratuluję tekstu. Mamy w Polsce problem mentalny, gdyż na całą problematykę zachowań społecznych nakłada się fakt, że weszliśmy w "erę samochodu" w momencie, gdy ona wchodzi od 20tu lat w fazę schyłkową.
 

Ostatnie komentarze

  • Rafaello diTravelfan
    Hej ! Jestem świeżo po lekturze Twojej barwnej relacji z imprezy Kolory pustynnych ...

    Czytaj więcej...

     
  • www.
    Nie do końca ze wszystkim się zgodzę, ale w gruncie rzeczy dobrze napisane i będę ...

    Czytaj więcej...

     
  • Krystyna
    Brawo Janeczko - są miejsca,gdzie rządzi przyroda, a nie pseudoturyści jakiejkolwiek ...

    Czytaj więcej...

     
  • anastazja
    świetnie autor opisuje swoje wojaże w lutym i ja lecę do Indii i trochę się ...

    Czytaj więcej...

     
  • http://www.
    Bardzo dobrze powiedziane, w wielu kwestiach się zgadzam.

    Czytaj więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 37 gości oraz 0 użytkowników.