Sprawy Miejskie

Sprawy Miejskie

Protesty, o których mówi się niewiele

Niemal każdego dnia dowiadujemy się o coraz to nowych protestach, demonstracjach, pikietach i różnych innych formach wyrażających niezadowolenie społeczne. Najpierw protestowali lekarze i aptekarze przeciw złym zapisom ustawy refundacyjnej. Później służby mundurowe (strażacy, policjanci, strażnicy więzienni i graniczni) domagali się podwyżek uposażeń. Teraz obserwujemy prawdziwy bunt internautów uważających, że zapisy międzynarodowej umowy ACTA są zamachem na wolność słowa i ograniczenie swobód obywatelskich. Obserwujemy też wyrazy niezadowolenia kierowców z powodu wysokich cen paliwa.

 

Wszystkie te protesty kierowane są pod adresem rządu i tak naprawdę spotykają się z dużym zainteresowaniem mediów ogólnopolskich, polityków, socjologów i rożnych grup społecznych. Tych protestów trudno nie zauważyć, bo są odpowiednio nagłośnione, komentowane i  akceptowane przez dużą część społeczeństwa. Mało tego, niektóre działania protestujących przynoszą efekty i rząd próbuje w podejmowanym dialogu przekonać do swoich racji albo koryguje wcześniejsze decyzje (dość szybkie zmiany w ustawie refundacyjnej), albo zapowiada naprawienie błędów (spóźniona dyskusja nad ACTA). Ale są jeszcze inne protesty. Z każdym dniem przybywa przeciwników likwidacji wszelkiego rodzaju szkół i placówek oświatowo - wychowawczych. Nie wzbudzają one jednak specjalnego zainteresowania ani rządu, ani mediów. Protestujący nauczyciele, uczniowie, ich rodzice, związkowcy i nieliczni samorządowcy nie są też wspierani przez ogół społeczeństwa.

Wydaje się, że rząd nie ma ochoty na podejmowanie odpowiedzialności za funkcjonowanie oświaty a trudne problemy do rozwiązania pozostawia samorządom. Na posiedzeniu sejmowej komisji edukacji (w dniu 11 stycznia 2012r.) pani minister Krystyna Szumilas stwierdziła, że jednym z najważniejszych powodów likwidacji szkół jest utrzymujący się niż demograficzny, a samorządy podejmą decyzje tylko w ostateczności. Tak, to prawda, że mała liczba dzieci w niektórych placówkach jest głównym powodem ich zamykania. Niemniej propozycje likwidacji szkół wynikają głównie z próby poszukiwania oszczędności w budżetach samorządów. Zdaje się, że pani minister nie widzi tego problemu a za najważniejsze uznaje spokojne wdrażanie wcześniejszych reform. Problem widzą związkowcy ze Związku Nauczycielstwa Polskiego i Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność, którzy sprzeciwiają się planowanej likwidacji szkół i innych  placówek oświatowych w całym kraju na tak dużą skalę. W dniu 25 stycznia prezes ZNP Sławomir Broniarz zwrócił się z oficjalnym apelem do MEN, aby: ,,resort przerwał milczenie i nie przerzucał na samorządy odpowiedzialności za placówki edukacyjne”. Owszem, pani minister edukacji powzięła właśnie decyzję (27 stycznia, Portal Samorządowy, Weronika Kocela) o utworzeniu w MEN…. nowego departamentu  do spraw współpracy z samorządami, który ma być pomocny w rozwiązywaniu problemów finansowania edukacji. Czy w tak dramatycznej sytuacji w jakiej na dzień dzisiejszy znalazły się szkoły i samorządy najlepszym rozwiązaniem jest utworzenie nowego departamentu i zatrudnianie nowych urzędników? Zanim pani minister zorganizuje cały zespół specjalistów od ratowania finansów samorządów, zanim specjaliści zaczną doradzać samorządom, to do tego czasu likwidacji ulegnie nie 800 a może nawet 1800 szkół! Natomiast jeżeli samorządy nie będą miały odwagi (tak ,tu trzeba mówić o odwadze) podjąć decyzji o  likwidacji szkół, to w niedługim czasie niektóre z nich staną się bankrutami. Trudno pojąć to, że na zatrudnienie nowych urzędników w MEN znajdą się pieniądze a w tym samym czasie w ramach oszczędności szkoły będą zmuszone zwolnić pracowników administracji i obsługi. Nie sądzę, żeby taka forma pomocy ze strony MEN była celowa i potrzebna. Samorządy domagają się jedynie przejęcia przez resort obowiązku finansowania wynagrodzenia dla nauczycieli,  a z całą resztą poradzą sobie bez specjalnego doradztwa. Tego obowiązku MEN nie chce przejąć, bo jest zbyt kosztowny i kłopotliwy. Być może rząd i MEN nie widzą (albo nie chcą zauważyć) rozmiaru protestów, bo petycje, pikiety, listy, prośby i wszelkie pretensje kierowane są pod adresem  samorządów. Fakt, że ustawowo obowiązek finansowania szkół i zabezpieczenia pensji dla nauczycieli spoczywa na samorządach. Od decyzji wójtów, burmistrzów, prezydentów i starostów będzie zależało, które szkoły zostaną zlikwidowane, a które zreorganizowane. Takie decyzje nabiorą mocy prawnej dopiero po zaakceptowaniu stosownymi uchwałami rad gminnych i miejskich. Bez wątpienia będą to jedne z najtrudniejszych, jakie przyjdzie podjąć samorządowcom. W wielu miejscach  już zapadły decyzje w innych, tak jak we Wschowie zostały tylko odłożone. Choć czasu na podjęcie decyzji jest mało (do końca lutego), to wszystko się może jeszcze wydarzyć.

Pan burmistrz Krzysztof Grabka podjął próbę likwidacji Gimnazjum nr 1 i reorganizacji szkół wiejskich. Swoje propozycje przedstawił w grudniu na spotkaniu z radnymi, dyrektorami szkół, rodzicami i uczniami. Jak można było przewidzieć pomysł nie spodobał się radnym a tym bardziej rodzicom i uczniom. Pojawił się pierwszy protest, który był na tyle skuteczny, że włodarze sprawę likwidacji Gimnazjum postanowili rozwiązać w późniejszym czasie. Na jak długo, tego nie wiadomo, ale  sprawy nie zamknięto definitywnie, bo w styczniu na posiedzeniu Komisji Budżetu i Majątku Gminnego próbowano jeszcze raz przeforsować pomysł pana burmistrza. Chcę z całą stanowczością podkreślić, że nie jest prawdą, że to radni byli pomysłodawcami likwidacji Gimnazjum. Być może niektórzy z nich podzielają pomysł pana burmistrza, ale jak to bywa z trudnymi decyzjami nikt nie chce wziąć na siebie pełnej odpowiedzialności. Prawdopodobnie są wśród nich tacy, którym rachunek ekonomiczny i rozum nakazują zagłosować za likwidacją, ale serce i sentyment podpowiadają zupełnie coś innego.

Osobiście jestem przeciwna likwidacji Gimnazjum nr 1, bo nie przemawia do mnie argument niżu demograficznego. Przeanalizowałam dokładnie dane demograficzne naszej gminy i z moich wyliczeń wynika, że przynajmniej przez 6 lat, każdego roku w gimnazjach będzie około 720 uczniów łącznie. Jeszcze więcej będzie za 8 lat, kiedy to w gimnazjum podejmą naukę dzieci z rocznika 2007 i 2008 (te, które podejmą naukę w wieku 6 lat). Czynnik ekonomiczny ma tu rzeczywiście duże znaczenie. Zdaję sobie sprawę, że aż 43% z budżetu gminnego trzeba wyłożyć na zaspokojenie potrzeb oświaty. Myślę jednak, że  likwidacja szkół nie  jest jedynym sposobem na szukanie oszczędności i ratowanie budżetu. Do bankructwa gminy jeszcze tak daleko, jak do pełnego jej rozkwitu. Nie widzę więc  potrzeby niszczenia szkoły, która została stworzona z wielkim trudem, zaangażowaniem i poświęceniem wielu ludzi. Szkoły, która ma osiągnięcia i sukcesy w procesie nauczania i wychowania młodzieży. Proponuję, aby wzorem innych włodarzy miast i gmin zacząć głośno i dobitnie domagać się od rządu, MEN i parlamentarzystów poważnego potraktowania problemów związanych z finansowaniem oświaty. Należy zainteresować problemem naszych parlamentarzystów, a może nawet wybrać się do MEN i Sejmu, jak to zrobili już inni włodarze miast i gmin. Być może odważniejsze, bardziej energiczne działania zmuszą rząd do współpracy z samorządami. Jak widać, same protesty zainteresowanych pracowników szkół, uczniów i ich rodziców nie są na tyle skuteczne, aby rozwiązać problemy finansowe oświaty. Mogą jedynie na jakiś czas powstrzymać likwidację tej czy innej szkoły. To władze samorządowe powinny domagać się od rządu wyższych subwencji na oświatę i przejęcia choćby części zobowiązań finansowych ponoszonych na oświatę. Rząd natomiast powinien w końcu zauważyć, że protesty przeciw likwidacji szkół to nie incydentalne epizody. To nie mniej ważne od innych protestów i sprzeciwów wyrazy niezadowolenia społecznego.

Ostatnie komentarze

  • Rafaello diTravelfan
    Hej ! Jestem świeżo po lekturze Twojej barwnej relacji z imprezy Kolory pustynnych ...

    Czytaj więcej...

     
  • www.
    Nie do końca ze wszystkim się zgodzę, ale w gruncie rzeczy dobrze napisane i będę ...

    Czytaj więcej...

     
  • Krystyna
    Brawo Janeczko - są miejsca,gdzie rządzi przyroda, a nie pseudoturyści jakiejkolwiek ...

    Czytaj więcej...

     
  • anastazja
    świetnie autor opisuje swoje wojaże w lutym i ja lecę do Indii i trochę się ...

    Czytaj więcej...

     
  • http://www.
    Bardzo dobrze powiedziane, w wielu kwestiach się zgadzam.

    Czytaj więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 45 gości oraz 0 użytkowników.