Dobrzy biznesmeni mówią, że pieniądze, a redaktorzy, że tematy do artykułów leżą na ulicy. Po raz kolejny przekonuję się, że tematy do artykułów leżą na… ulicy Konopnickiej, którą kilka instytucji gminnych chce nazywać Konopnicką, tak jak Zieloną, Pocztową czy Czarną.
Pisałem już o lampach, przez dziesięciolecia czekających na pierwsze pomalowanie, teraz wypada wspomnieć o nich ponownie. W zasadzie o jednej, stojącej akurat przed moim domem. Od kilku miesięcy ta jedna, jedyna na całej ulicy nie świeci. Próbowałem temu zaradzić, wiedząc, że w takiej potrzebie należy zadzwonić do pana Mirosława Jóskowiaka w Urzędzie Miasta i Gminy. Jednak miałem pecha, bo tego dnia akurat odpowiedniego pana w pracy nie było. Połączono mnie z innym panem, który grzecznie przyjął zgłoszenie. Przyjął zgłoszenie i nic. A ja – przyznaję się ze skruchą – zachowałem się nieprofesjonalnie. Nie spytałem rozmówcy o nazwisko i nie zanotowałem daty zgłoszenia. Nie doczekawszy się żadnej reakcji, z pewną nieśmiałością wspomniałem o lampach funkcjonariuszom Straży Miejskiej, którzy odwiedzili mnie w innej sprawie. Widziałem, że funkcjonariusz podjął temat i od razu gdzieś dzwonił, ale po czasie okazało się, że i jego interwencja nie była skuteczna. Kiedy nawiązałem do tego wątku podczas przypadkowego spotkania pod ratuszem, z całą powagą powiedział, że śmiało mogę mu nadal przypominać. Dni mijały, co tam, miesiące nawet, a lampa nadal nie świeci. Nie świeci, ale do oświecenia pobudza. Oświeciła mnie świadomość, że bez mojego zaangażowanego udziału ani „energetyka”, ani stosowny urzędnik w gminie jeszcze długo tej usterki nie zauważą.
Odwiedza nas 26 gości oraz 0 użytkowników.
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.