Sprawy Miejskie

Sprawy Miejskie

Społeczeństwo obywatelskie wyręczy lokalny samorząd

Gmina w Lokalnym Projekcie Rewitalizacji Wschowy umiejscawia problematykę społeczeństwa obywatelskiego w sąsiedztwie strategicznych zadań lokalnego samorządu.  Tekst jest pierwszym z cyklu artykułów, które mają przybliżyć problematykę społeczeństwa obywatelskiego oraz jego praktyczny wymiar we Wschowie (red.)

 

 

I
Społeczeństwo obywatelskie, o które za chwilę będę tutaj toczył idealistyczne boje, może wydawać się w tak małych środowiskach jak wschowska gmina, zjawiskiem dość odległym i kojarzonym co najwyżej z postawą, która uaktywnia się co cztery lata w dniu wyborów. Czyli ujmując rzecz żartobliwie z niedzielnym obywatelem. Jednak co by nie mówić, dorobiliśmy się we Wschowie kilkudziesięciu stowarzyszeń (od 2005 roku liczba organizacji pozarządowych wzrosła z 9 do ponad 30) i  skoro funkcjonują, to pojęcie społeczeństwa obywatelskiego możemy już rozciągnąć na najbardziej znaną i ogólną definicję, czyli zdolność obywateli do samoorganizacji.


Jeżeli komuś teraz zapali się w głowie lampka i uzna, że przypadkowe spotkanie znajomych na przypadkowej ulicy Wschowy to już jest namiastka społeczeństwa obywatelskiego, ponieważ można wspólnie ponarzekać na dziury,  na różnej maści wykonawców, którzy kładą kostkę na rynku, potem ją zrywają, potem znowu zakładają, itd. - to społeczeństwem obywatelskim tego  nazwać jeszcze nie można. Ale jeżeli te same osoby postanowią spotykać się częściej, zbierając wokół siebie jakąś grupę mieszkańców, która w efekcie postanowi publicznie o sprawach miasta rozmawiać i wpływać na lokalny samorząd, wtedy już bezsprzecznie mamy do czynienia ze społecznym zaangażowaniem.


Być może pojęcie to pomimo funkcjonowania w gminie licznej reprezentacji organizacji pozarządowych może wydawać się wciąż odległe i dla zwykłego mieszkańca zwykłym zawracaniem głowy, to warto zaznaczyć, że w lokalnym projekcie rewitalizacji Wschowy, opracowanym przez gminę w 2009 roku, rozwój społeczeństwa obywatelskiego jest definiowany jako jedna z ośmiu dziedzin  życia gminy, która wymaga niezwłocznej poprawy. Nie jest to więc jakiś teoretyczny wymysł publicysty, ale realny problem, dostrzegany przez gminę i stawiany w jednym rzędzie obok tak fundamentalnych problemów jak warunki życia mieszkańców, ekologia, miejsca pracy czy  ruch drogowy w mieście.


Najlepszym przykładem samoorganizacji obywateli są oczywiście stowarzyszenia, czyli organizacje pozarządowe lub - inna, popularna ostatnio nazwa - NGO-sy. Obywatele organizują się wokół różnych idei, sympatii politycznych, potrzeb, wspólnych zainteresowań i tysiąca jeszcze innych spraw. Efektem tej samoorganizacji są np. spotkania z podróżnikami, organizowane przez stowarzyszenie Twórcze Horyzonty, sobotnie koncerty w Azylu, którym patronuje Fabryka Kultury, wspieranie przedsiębiorczości firmowane przez SOS, sesje popularno-naukowe przygotowane przez Stowarzyszenie Kultury Ziemi Wschowskiej czy profilaktyka chorób nowotworowych, którą, m.in., zajmuje się Stowarzyszenie Amazonki.

II
Niedzielny tekst Tomka Szwarca, Przyszłość wschowskich stowarzyszeń, jest kolejną próbą zwrócenia uwagi szerszemu odbiorcy na problematykę wschowskich organizacji pozarządowych.

W artykule pada  żartobliwa sugestia, proponująca zwiększyć dotacje dla stowarzyszeń np. do 100.000.


Bez względu na to jak bardzo żartobliwy jest to pomysł, to jednak nie jest to głos odosobniony. Miałem okazję spotkać się z taką oceną lokalnej rzeczywistości: dajcie nam pieniądze, a miasto będzie nasze. I jestem przekonany, że przy aktywności kilku wschowskich społeczników mielibyśmy kilka spraw rozwiązanych. Problem jednak polega na tym, że tak rozumiana aktywność wschowskich stowarzyszeń, odciążająca gminę np. na polu kultury, oddaliłaby nas od standardów, które kształtują nie tylko zainteresowanych, ale przede wszystkim lokalną społeczność.


Ale – powiedzmy – że gmina w  propozycji Tomka Szwarca upatruje nową jakość i  traktuje pomysł serio. Rozdaje stowarzyszeniom po 100.000 rocznie, oczywiście w wyniku rozpisanego konkursu na ofertę zadań publicznych. Załóżmy, że m.in. te pieniądze pozyskuje stowarzyszenie Fabryka Kultury (o tyle poręczny  przykład, ponieważ orientuję się jakie ponosimy koszty przy organizacji koncertów lub spotkań autorskich).


Przez rok za 100 000 zł. Fabryka organizuje Wschowskie Spotkania Literackie  ze wszystkimi możliwymi młodymi pisarkami i pisarzami. Powiedzmy, że każde spotkanie plus sensowny nocleg i poczęstunek  oraz materiały reklamowe, wszystko to kosztuje około  1 000 zł. Można więc takich spotkań zorganizować około stu. Czyli średnio w miesiącu mielibyśmy osiem spotkań. Mniej więcej dwa na tydzień. Zakładam, że do organizacji takich imprez zaangażowałyby się cztery osoby, które  podjęłyby się przygotowania  imprez.


Żeby spełnić te warunki, tacy aktywiści/społecznicy  nie mogliby, co zrozumiałe,  zawodowo pracować. Trzeba przecież profesjonalnie przygotować imprezę literacką i do tego jest potrzebny czas.  To jest przeszkoda, którą można ominąć, jeżeli statut stowarzyszenia przewiduje odpłatną realizację zadań publicznych. Wtedy w myśl ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie takie stowarzyszenie mogłoby pobierać wynagrodzenie, ale wtedy już kwota 100.000 wymagałaby korekty. Suma wzrosłaby co najmniej dwukrotnie.


Te obliczenia oraz żartobliwa propozycja Tomka, to jeden z możliwych scenariuszy, do którego w niedalekiej przyszłości   wschowskie organizacje pozarządowe mogą dążyć. Jeżeli już dzisiaj stowarzyszenia wykonują szereg  prac na rzecz lokalnej społeczności, a gmina zaciera ręce, bo przestaje funkcjonować nieprzyjemny mit o tym, że we Wschowie nic się nie dzieje, to jestem przekonany, że na tym polu, we Wschowie, zachodzą dość zasadnicze zmiany funkcjonowania lokalnej społeczności, gdzie organizacje powoli przejmują zadania i zobowiązania gminy.


Innymi słowy pewien zakres działań zostaje powoli, z roku na rok, przerzucany na organizacje pozarządowe. I jest to szczególnie widoczne na polu szeroko rozumianej działalności kulturalnej.  Nie sądzę, żeby to były celowe działania  gminy. Jestem przekonany, że słabość samorządu lokalnego polega na tym, że nie potrafi zapanować nad  sytuacją, w której – na co zwraca uwagę Tomasz Szwarc – powstają alternatywne zjawiska, przejmujące część zadań np. Domy Kultury. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby z jednej strony jednostki gminne działały sprawnie i bez zarzutu i w wyniku naprawdę morderczego wysiłku, nie były w stanie zapewnić miastu pełnej oferty. Wtedy – co zrozumiałe – na scenie niech pojawią się organizacje pozarządowe z ofertą uzupełniającą.


Dzisiaj  stowarzyszenia mają coraz większe finansowe potrzeby. A sama gmina nie jest przecież w stanie finansować  coraz ambitniejszych projektów stowarzyszeń. Stąd – jestem o tym przekonany –  jest potrzeba  wypracowania  takiego  modelu współpracy w relacjach gmina – organizacje pozarządowe – społeczeństwo, który sprawi, że każdy z podmiotów skutecznie reprezentował będzie określone interesy i – co ważne – nie będzie dublował się w zakresie głównych zadań.

Ostatnie komentarze

  • Rafaello diTravelfan
    Hej ! Jestem świeżo po lekturze Twojej barwnej relacji z imprezy Kolory pustynnych ...

    Czytaj więcej...

     
  • www.
    Nie do końca ze wszystkim się zgodzę, ale w gruncie rzeczy dobrze napisane i będę ...

    Czytaj więcej...

     
  • Krystyna
    Brawo Janeczko - są miejsca,gdzie rządzi przyroda, a nie pseudoturyści jakiejkolwiek ...

    Czytaj więcej...

     
  • anastazja
    świetnie autor opisuje swoje wojaże w lutym i ja lecę do Indii i trochę się ...

    Czytaj więcej...

     
  • http://www.
    Bardzo dobrze powiedziane, w wielu kwestiach się zgadzam.

    Czytaj więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 40 gości oraz 0 użytkowników.