Nie lubię wracać do tematów już opisanych, rozgrzebanych, niejednokrotnie zapomnianych. Jednak jako człowiek ułomny (co prawda sam uważam się za ideał, niestety reszta ludzkości ma na ten temat zdanie odmienne), mając na uwadze ostatnie wydarzenia na wschowskiej scenie politycznej, nie mogę nie ulec pokusie takiego powrotu. Scena polityczna okazała się prawdziwą sceną i zafundowano nam, mieszkańcom, prawdziwy teatrzyk. Niestety nie kukiełkowy, bo za marionetki robili wyborcy, prawie 2 tysiące osób, które przekonane były o tym, że głosują na zmiany. I to na zmiany inne niż liczba vice burmistrzów we wschowskim ratuszu.
Ulegam więc pokusie i powracam do bajki naczelnika Wydziału Promocji i Rozwoju Gminy – Ireneusza Mieżowca, opisującego triumf świątecznego karpia w ostatnich wyborach samorządowych, w którego rolę wcielił się Burmistrz Krzysztof Grabka. Bajka na skutek protestów została zdjęta ze strony internetowej miasta, rymy bowiem uznano za niestosowne. Kto mógł przypuszczać, że życie dopisze jej dalszą część? Kto wiedział, że polityka jest lepszym bajkopisarzem niż nasz pan naczelnik? Otóż przedstawił on postacie kontrkandydatów do fotelu burmistrza jako żądne jedynie władzy, które w pędzie do władzy chyba rozumy postradały. Był groźny rekin, chciwy węgorz i mało znacząca płotka. Nie do końca odgadłem, kto pod jaka postacią się ukrywał. Nie to jest jednak najważniejsze. Otóż pan Miłosz Czopek, czyli jedna z tych wymienionych w bajce niegodziwych rybek, odpowiadać teraz będzie za funkcjonowanie wydziału promocji i rozwoju. Będzie zwierzchnikiem pana od bajek. Zaiste wspaniałe zakończenie wspaniałej bajki życie napisało. Oczywiście pan naczelnik, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, będzie z nowym przełożonym współpracował. Bajki to tylko bajki a dla dobra Wschowy poświęcić się trzeba. Bo tu tylko o dobro miasta chodzi. Jak zawsze. Obawiam się tylko czy następne bajeczki powstaną. Czy nowy vice w zakresie obowiązków nadzór nad nimi mieć będzie. Na początek proponuję coś o magicznych przemianach, burzliwej miłości i ogólnej szczęśliwości.
Tyle o bajkach i legendach starowschowskich. Czas na mitologię. Oto z zagranicy na ojczyzny łono powrócił człowiek, który przekonał sporą część społeczności lokalnej, że można we Wschowie więcej i lepiej (hasło wyborcze: „Wschowę stać na więcej”). Młody, inteligentny i elokwentny wydawał się wspaniałym kandydatem. Wytykał burmistrzowi i jego gwardii przybocznej liczne niespełnione obietnice, niespełnione nadzieje. Stał się niespodziewanie czarnym koniem wyborów. Z prawie dwoma tysiącami głosów nie wszedł jednak do II tury głosowania, liczba ta była jednak na tyle znacząca, że mogła przechylić szalę wyborów na którąś ze stron. Nie widząc możliwości realizowania swojego programu wyborczego, nie poparł nasz bohater żadnego z kandydatów, którzy dotarli do II rundy. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że można realizować swoje cele u boku burmistrza, który wszystko źle robił i to można skuteczniej niż z innym kandydatem, który potrzeby zmian widział. Z tego wniosek, że aż tak bardzo na zmianach nie zależało. W sumie chleb to był i tak niepewny, stanowiska w 100% niegwarantujący. I oto życie pokazało, że była to taktyka słuszna. Bo urzędujący pan burmistrz zrozumiał wreszcie, jak wiele dotąd rzeczy źle robi i swojego największego krytykanta do współrządzenia zaprosił. Pozwoli mu nawet zmiany wprowadzać, choć przecież słynne 7 filarów miało być wspaniałą podstawą wschowskiego dobrobytu. A tutaj filary już po kilku miesiącach łatać trzeba programem kontrkandydata. Trudno doprawdy w tym wszystkim się połapać. Bo albo pan Miłosz niczego zmieniać nie będzie, albo pan burmistrz zrozumiał, że nieudolnie rządził. Ale dla dobra Wschowy przecież to wszystko. Tylko czy „czarny koń wyborów” nie okazał się „koniem trojańskim” podrzuconym wyborcom, którzy wierzyli w konieczność zmian?
Okazało się także że S.O.S ma niezły sos teraz. Następują podziały w stowarzyszeniu z ramienia którego pan Miłosz Czopek startował. Nawet w macierzystym stowarzyszeniu nie wszyscy popieraj ten krok. Ale cóż, przy robieniu Wschowie dobrze nie ma sentymentów, nie ma oglądania się na malkontentów.
Ha... Na koniec jeszcze jedno. Nieco światła na to, kto z kandydatów na burmistrza startujących w czasie ostatnich wyborów był jaką postacią w bajce, rzuca pewna sentencja Margaret Thatcher: „Jeśli jest w polityce coś, czym gardzę, to jest to typ węgorza, który jest tak giętki, że najchętniej ugryzłby się we własny ogon”. Tego jednak nie życzymy. Oczywiście dla dobra Wschowy. Oczywiście. Oczywiście.
Odwiedza nas 52 gości oraz 0 użytkowników.
Komentarze
Wiem, że Pan Grabka uważał, że „nie można składać pustych obietnic” oraz, że jest człowiekiem, który artykułuje „jasne deklaracje i słowa dotrzymuje”, jestem zatem skłonny przyjąć, że naliczanie zadłużenia naszej gminy jest w toku i czekam nadal."
Mam taki pytanie czy pan Czopek czy już vice burmistrz Czopek otrzymał odpowiedz na to pismo ? Może ktoś z S.O.S wie coś na ten temat ? Czy już po prostu temat pogrzebany został
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.