O dzieciach, o ich wychowaniu i nauczaniu, o ich rozwoju, potrzebach, o obowiązkach w stosunku do nich powstała niezliczona ilość teorii, opracowań naukowych, poradników a nawet przepisów prawnych. Wydaje się, że powstało dla nich już wszystko, co jest potrzebne, różne placówki oświatowe, place zabaw, boiska, gry, komputery, deskorolki, rowery a nawet skutery.
Dla dzieci organizuje się różne zajęcia, festyny, obozy i kolonie. Każdy z rodziców i dorosłych ma też swoje metody i sposoby, które w ich przekonaniu są najskuteczniejsze i najlepsze dla zaspakajania potrzeb i prawidłowego rozwoju dzieci. Rodzice decydują o dodatkowych zajęciach i oprócz obowiązków szkolnych dzieci grają na instrumentach, uczęszczają na zajęcia sportowe, uczą się języków obcych i wiele innych. Inni dorośli także są przekonani, że zorganizowanie dzieciom różnych zajęć, dostarczenie atrakcji i stały nadzór nad nimi, to najlepsza forma uczenia i wychowywania. Nie ulega wątpliwości, że są to bardzo ważne czynności, przynoszące korzyści dla przyszłego, dorosłego funkcjonowania w społeczeństwie.
Ja jednak mam wątpliwości i obawy czy wszystko co jest zorganizowane, wymyślone i kontrolowane przez dorosłych daje dzieciom radość, odrobinę swobody i wybór wykorzystania czasu wolnego. Dorośli zapominają o ważnej potrzebie dzieci, jaką jest przebywanie w naturalnym, takim niezinstytucjonalizowanym środowisku rówieśniczym. Zapewne wszyscy dorośli, ci najstarsi i młodsi, pamiętają swoje zabawy na podwórku. Takie zabawy to nie tylko piękne wspomnienia, ale także zbieranie doświadczeń, nabywanie umiejętności współdziałania w grupie, kształtowania postaw społecznych, nauka samodzielności, podejmowania inicjatyw, rozwój sprawności fizycznej, wyobraźni i wiele innych. To na podwórku zawiązują się nierzadko przyjaźnie na całe życie . Na przestrzeni lat zmieniała się tematyka zabaw i niektóre akcesoria do nich używane, ale potrzeba i znaczenie dla rozwoju dziecka była, jest i długo będzie niezmienna. Obecnie dzieci nie mają zbyt dużo czasu na takie zabawy. Jednak są dni lub przerwy między odrabianiem zadań domowych a kolacją, kiedy dzieci mogą wyjść na ,,dwór” (od lat używany ten sam zwrot), na podwórko lub jakiś dowolny plac. Nie mam na myśli tu placów zabaw, jakie istnieją dla małych dzieci. Problem dotyczy dzieci w wieku 7-12 lat ,które mogą samodzielnie przebywać w pobliżu miejsca zamieszkania, spotkać się z kolegami i koleżankami, porozmawiać, pobawić się w chowanego, pograć w ,,zbijaka”, pokopać i poodbijać piłką. Po pierwsze to nie wszystkie dzieci mają podwórko, bo w obecnych czasach jest to miejsce parkowania samochodów, klombów, rabatek i kącików do grillowania. Po drugie wejście grupki dzieci na teren jakiejś wspólnoty lub wolnego placyku jest traktowane jak przestępstwo, największe zło i dopust boży. Dzieci są przeganiane jak bezpańskie psy, często są obrażane, straszone policją i strażą miejską. Robią to dorośli, którzy kiedyś przecież byli dziećmi i do woli korzystali z dobrodziejstw podwórka. Dziwię się, że są wśród nich tacy, dla których łażenie po drzewach, strzelanie z procy, kopanie piłki czy też przeskakiwanie przez płoty sprawiało kiedyś frajdę i było najlepszą zabawą. Dziwię się paniom, które kiedyś same organizowały zabawy w dom, szkołę, sklep wśród pobliskich krzewów albo na klatce schodowej, a teraz innym dziewczynkom nie pozwalają nawet przejść pod ich oknem. A już o skakaniu ,,gumę” lub na skakance, czy zabawie w berka nie ma mowy. Urasta to do wielkiego problemu, bo … hałasują i kurzą okna. Dziwię się dorosłym, którym kiedyś figle i psoty, krzyk, pisk i wrzask we własnym wykonaniu dawały wiele radości. Nie przeszkadzały im harce i hałasy własnych dzieci, a teraz kiedy to robią inne, traktują to jak niedopuszczalny wybryk, wandalizm, akt łamania prawa własności, prawa do ciszy i spokoju, przejaw złego wychowania. Jestem nawet skłonna wybaczyć osobom w bardzo podeszłym wieku ich brak zrozumienia, wrogie nastawienie a nawet agresję słowną wobec bawiących się dzieci na podwórku. Ale jeżeli ktoś, komu do emerytury brakuje jakieś 20-25 lat i wykazuje takie postawy i zachowanie ,to uznaję to za brak kultury osobistej, ignorancję, egoizm i dziwactwo. Uważam, że nie ma nic złego w tym, kiedy dwóch małych, drobnych chłopców wdrapie się na niewielkie drzewo. Tak, ryzykują upadkiem, ale co zrobić jak to jest najlepsza kryjówka i wspaniała ,,baza dla detektywów”, punkt obserwacyjny z ,,latarni morskiej” czy też ,,wojskowy punkt dowodzenia”. Zapewniam, że takie zabawy istnieją i dzieci chętnie się tak bawią, nie tylko chłopcy, ale i dziewczynki. Jestem pewna, że nie ma nic nagannego we wzajemnym przerzucaniu piłki przez trzepak, który nie jest zamontowany naprzeciw okien budynku. A, że ktoś obok parkuje swój samochód i naraża to bezcenne cacko na zniszczenie, to nie jest wina dzieci a leniwego kierowcy, któremu nie chce się przejść 300 m z garażu. Niestety nawet tym, którzy kiedyś włazili na ten trzepak, bawili się na nim w gimnastykę ,,nieartystyczną” teraz to wyjątkowo przeszkadza. Dla odstraszenia i przepędzenia ewentualnych chętnych do gry w siatkówkę sadzi się w tym miejscu sporej wielkości iglaki i pilnuje ich dzień i noc. Cóż jest takiego złego w zabawie w ,,targ” i ,,sprzedaż” kasztanów na chodniku przez dwie małe dziewczynki? To jest dla mnie wręcz czarujący obrazek, ale niektórym dorosłym to przeszkadza. A co wspólnego z niszczeniem i złym wychowanie ma ,,wędkowanie” w parku nad stawami, tego nie jestem w stanie pojąć. Okazuje się, że takie zabawy tematyczne, to tylko wykroczenia a nie zbrodnie. Najcięższym przestępstwem jest gra w dwa ognie i kopanie piłki. A piłka to niebezpieczne narzędzie zagrażające wszystkim. Dzieci jest tak mało, że nie są to prawdziwe drużyny podwórkowe, jak kiedyś, a raptem po troje, góra pięcioro dzieci w zespole. Jednak na sam widok piłki podnosi się ogromny krzyk. Fakt, od tego są boiska. Też tak uważam, ale gdzie one są tego nikt nie jest w stanie powiedzieć. Do niedawna chłopcy z okolic Rynku i przyległych ulic grali w piłkę na Placu Farnym ,tam gdzie jest teraz parking i zrewitalizowany skwer. Jeszcze kilka lat wstecz korzystali z boiska przy liceum. Teraz wyremontowane (z nowym kortem do tenisa) jest zamknięte dla takich niezrzeszonych, weekendowych trampkarzy. Zresztą wszystkie szkolne boiska są zamknięte w godzinach i dniach wolnych od zajęć szkolnych, oprócz boiska w gimnazjum nr 1. Skwer przy Zielonym Rynku pełni obecnie rolę ,,dyżurnego skweru dla wychowania patriotycznego”, a kiedyś też chłopcy tam kopali piłkę. Boisko przy ulicy Sikorskiego zamieniono na parking. Na jedyne tzw. piaskowe boisko, które zostało między blokami przy ulicy Bocznej, mniejsi chłopcy nie zawsze mają prawo wstępu, bo nie są z tego osiedla. Nawet w małym parku przy ulicy Poprzecznej też można było pokopać piłkę, ale od dawna zamieniono go na ,,dziki” parking. Co robią przepędzane z miejsca na miejsce dzieci? Siedzą na jakiś murkach, czasem na brzegu chodnika, łupią słonecznik, czasem skubną jakąś gałązkę, napiszą coś na ławce lub płocie, pluną tu i tam aż z plastikowej rurki dopadnie przypadkowego przechodnia kulka z plasteliny lub jarzębiny. W końcu z nudów wyciągają komórki i zaczynają grać w tzw. gierki. Najczęściej jednak wracają do domów i zasiadają do komputerów.
Okazuje się, że gra w piłkę nożną, to poważny problem w całym mieście. Niedawno wyraziłam podziw dla chłopców grających na „dzikim” boisku przy cmentarzu komunalnym, że tacy pomysłowi, bo sami zrobili z jakichś badyli bramkę, że tak zimno, a im się chce grać, że to super, bo nie siedzą przy komputerach. Za kilka dni dowiaduję się z wypowiedzi radnej, że to nie jest dobre miejsce, bo zbyt blisko cmentarza, nagrobków, zniczy, krzyży i należy je natychmiast zlikwidować. Czyżby to jakaś zmowa, czy wypowiedzenie wojny piłkarzom-amatorom? Nie jestem fanką piłki nożnej, nawet się na tym nie znam, ale protestuję przeciw likwidacji wszystkich dzikich boisk. Nie zgadzam się na to, aby dzieci i młodzież byli pozbawiani wszelkich praw do zabaw i zajęć w czasie wolnym w miejscach poza szkołami, klubami czy ,,Orlikami”. Nie daję przyzwolenia na ograniczanie ich swobód w czasie zabaw podwórkowych poprzez obrażanie i traktowanie jak zbędne przedmioty. Nie zgadzam się ,bo jeżeli teraz dzieci nie mogą korzystać z podwórek ,to za 20 lat przy każdej posesji, budynku wspólnoty, wejściu do parku pojawią znaki zakazu - obcym dzieciom od lat 7 do 15 wstęp wzbroniony. Przesada? Może, ale tak to widzę o ile nic się nie zmieni. Jestem daleka od stosowania modnych metod wychowania bezstresowego. Nie uważam, że dzieciom należy dać nieograniczoną swobodę bez nadzoru i zezwalać na wszystko czego zapragną. Ale jestem przeciwna wszechobecnym, przesadnym, szkodliwym i nie będącym dobrym środkiem wychowawczym różnym zakazom i nakazom ograniczającym albo wręcz uniemożliwiającym przebywanie i dobrą zabawę dzieci na podwórkach. Ja też jestem emerytką i wiem, że ludziom starszym przeszkadza hałas, że okna trudniej się myje w tym wieku. Wiem też, że we wszystkim należy zachować umiar i równowagę, że dzieciom też należy się szacunek a nie tylko ludziom starszym, że one mają także prawa, a nie tylko obowiązki. Jestem też pewna, że tak jak ludziom starszym potrzebny jest spokój, odpoczynek i czasem lekarstwa tak dzieciom potrzebny jest ruch, pobyt na świeżym powietrzu i dobra zabawa na podwórku z rówieśnikami.
Może tak przy okazji zbliżającego się Dnia Dziecka dorośli zdobędą się na chwilę wspomnień, przypomną swoje zabawy na podwórku, wyciągną wnioski i odpowiedzą sobie na pytania czy była to strata czasu, czy piękne, radosne dzieciństwo. Zawsze miło jest wspomnieć, że w czasie zabaw niejeden nabił sobie guza, podarł spodnie, odrapał kolana, podbił koledze oko, wpadł do kałuży, wybił szybę sąsiadowi, połamał parasol ojca, bo zastąpił spadochron, że buty mamy wylądowały na śmietniku, bo służyły przez parę godzin koleżankom ,,modelkom”, a pomadka do ust jakoś się sama zapodziała. I jeszcze to, że niedojrzałe jabłka z ogrodu sąsiada były najsmaczniejsze w okolicy, że mecz piłkarski między ekipą jednego podwórka na drugie, był godzien finału mistrzostw świata. Dajmy szansę naszym dzieciom i wnukom, aby one też miały radosne dzieciństwo, pozwólmy im mieć własne podwórkowe doświadczenia i wspomnienia.
Odwiedza nas 62 gości oraz 0 użytkowników.
Komentarze
Niestety jesli chodzi o trzepaki i dzrewa to obecnie mamy takie CHORE prawo, że gdyby jakiemuś dziecku stała się na nich krzywda zostaje uruchomiona cała procedura szukania winnego. Dochodzi teraz do takiego absurdu, że opieka społeczna będzie mogła zabrać dziecko rodzicom, za to, że Ci nie sprawowali nad Nim należytej opieki !!! Niedługo wszysycy będziemy musieli chodzić w kaskach i ochraniaczach, a kto wie może własnie na takim trzepaku wyrósłby kolejny Leszek Blanik
problem już znamy pytanie, co możemy z tym zrobić
Dzieciństwo ma soje prawa.
Wielu kierowców ma ochotę parkować pod samymi drzwiami swoich mieszkań. To, że po drodze są jakieś skrawki wolnej przestrzeni mogące służyć dzieciom za plac do zabaw ich nie interesuje. Samochody sa stawiane poza wyznaczonymi miejscami do parkowania i tu powinna wkraczać staż miejska.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.